Na terenie naszych działek występuje gleba gliniasto-piaszczysta. Są miejsca gdzie glina dominuje. Rok temu córka kolegi wykonała dla mnie naczynko z przykrywką z gliny. Ponieważ trzymałam je w domku przetrwało.

Pomyślałam, czy nie mogłabym czegoś ulepić do ogrodu i poszłam po glinę. Rozrobiłam w misce glinę, wybrałam z niej kamyczki i pozostałości roślinne, dodałam wody i zaprawę cementową, aby trochę wzmocnić tworzywo. No i zaczęła się zabawa.

Pierwszy powstał skrzat, potem Betty i z resztek ryba. Dwa dni temu okazało się, że skrzat gdy go podniosłam stracił rękę (odkleiła się). Wczoraj naprawiałam go i pozostał we wiacie z temblakiem. Rybka posłużyła mi do sprawdzenia „wiązania” gliny, jednak ostatnich deszczy i burz nie przetrwała. Dlatego wszystkie postaci mieszkają na razie we wiacie, pod daszkiem.

Przyznam, że samo ulepienie nie jest trudne, daje niesamowite wrażenia, glina jest wdzięcznym tworzywem i daje się łatwo formować. Założenie jednak jest takie, żeby figurki można było wystawić w ogrodzie, jednak to nie jest takie proste bez wypalania w piecu garncarskim, dlatego cały czas pracuję nad technologią i recepturą.

Oto kolejne postaci. Pierwsza figurka na zamówienie, jest kolejnym kolegą pierwszego skrzata, czapeczkę ma zgiętą w prawą stronę dla odróżnienia.

Wczoraj była piękna – wbrew zapowiedziom – pogoda i plonem tego oraz dobrego humoru jest postać optymisty. Tadeusz, który obserwował moją pracę, w pierwszym odruchu pomyślał, że to Urban. ;))) Koraliki na szyi przypominające tybetańską malę mogą wskazywać na moje odległe inspiracje i na pewną szczęśliwą, grubiutką postać.

A tu z innej perspektywy i już widać, że schnie. Ta postać jest największa z dotychczas ulepionych i jest zbudowana na podstawie ulepionej dwa tygodnie wcześniej, która stwardniała i pozwoliła na stworzenie większej formy. Teraz schnie pod dachem.

Bardzo uspokajające dla mnie zajęcie, serdecznie polecam.