Gliniane postacie
Na terenie naszych działek występuje gleba gliniasto-piaszczysta. Są miejsca gdzie glina dominuje. Rok temu córka kolegi wykonała dla mnie naczynko z przykrywką z gliny. Ponieważ trzymałam je w domku przetrwało.
Pomyślałam, czy nie mogłabym czegoś ulepić do ogrodu i poszłam po glinę. Rozrobiłam w misce glinę, wybrałam z niej kamyczki i pozostałości roślinne, dodałam wody i zaprawę cementową, aby trochę wzmocnić tworzywo. No i zaczęła się zabawa.

Pierwszy powstał skrzat, potem Betty i z resztek ryba. Dwa dni temu okazało się, że skrzat gdy go podniosłam stracił rękę (odkleiła się). Wczoraj naprawiałam go i pozostał we wiacie z temblakiem. Rybka posłużyła mi do sprawdzenia „wiązania” gliny, jednak ostatnich deszczy i burz nie przetrwała. Dlatego wszystkie postaci mieszkają na razie we wiacie, pod daszkiem.
Przyznam, że samo ulepienie nie jest trudne, daje niesamowite wrażenia, glina jest wdzięcznym tworzywem i daje się łatwo formować. Założenie jednak jest takie, żeby figurki można było wystawić w ogrodzie, jednak to nie jest takie proste bez wypalania w piecu garncarskim, dlatego cały czas pracuję nad technologią i recepturą.
Oto kolejne postaci. Pierwsza figurka na zamówienie, jest kolejnym kolegą pierwszego skrzata, czapeczkę ma zgiętą w prawą stronę dla odróżnienia.

Wczoraj była piękna – wbrew zapowiedziom – pogoda i plonem tego oraz dobrego humoru jest postać optymisty. Tadeusz, który obserwował moją pracę, w pierwszym odruchu pomyślał, że to Urban. ;))) Koraliki na szyi przypominające tybetańską malę mogą wskazywać na moje odległe inspiracje i na pewną szczęśliwą, grubiutką postać.

A tu z innej perspektywy i już widać, że schnie. Ta postać jest największa z dotychczas ulepionych i jest zbudowana na podstawie ulepionej dwa tygodnie wcześniej, która stwardniała i pozwoliła na stworzenie większej formy. Teraz schnie pod dachem.

Bardzo uspokajające dla mnie zajęcie, serdecznie polecam.
Daria on 25 sie 2008 at 6:40 pm #
:) Bardzo ciekawe :) Ja niestety nie mam gliny w pobliżu :(
daniela on 02 wrz 2008 at 10:05 am #
Po ostatniej wizycie na działce stwierdziłam, że ostatnie dwie figurki, które wykonałam niekorzystnie popękały (dałam za dużo zaprawy). Oznacza to, że ciągle nie uzyskałam dobrej proporcji. Są faktycznie bardziej twarde, no ale … pękają.
Teraz i tak już warunków (ciepła) i czasu mało na to zajęcie, może w przyszłe wakacje znowu coś poćwiczę. :)
asia on 12 wrz 2008 at 4:39 pm #
…pewnie przydałoby się im wypalanie?? Zmieszczą się do grilla?? Danie gotowe. (???) A może pomalować jakąś substancją, farbą???
daniela on 13 wrz 2008 at 12:15 pm #
Cały czas szukam rozwiązania, najlepsze byłoby wypalanie gliny, ale do tego potrzeba odpowiedniego pieca (temperatura ok. 600 stopni, czas wypalania kilkanaście godzin). Może znajdę możliwość wypalania u kogoś, kto zajmuje sie tym zawodowo – kto wie, wszystko przede mną.
Szczerze mówiąc w międzyczasie zaczynam szukać innego tworzywa, może będzie to drewno…
maja on 10 lut 2009 at 3:56 pm #
hej Daniela! Jak na amatora,to z wielkim rozmachem podchodzisz do rzeźby i bardzo ciekawie Ci to wychodzi.Szcególnie ta ostatnia postać łysego męzczyzny-mnicha?-Bardzo mi się podoba!!Ciekawa twarz!Pozdrawiam.:)maja bielawska
daniela on 10 lut 2009 at 8:50 pm #
Dziękuję Maju za Twoją jakże miłą opinię. Oczywiście warunki były wyborne: miałam wtedy urlop, piękna pogoda i doskonały nastrój, widocznie przeniosło się to na zadowolony wyraz twarzy Łysola.
Niestety jest też gorsza wiadomość, niestety nie znalazłam metody na utrwalanie swoich prac i raczej będę musiała poszukać innego tworzywa. Trochę mi szkoda, bo chyba coś w tych rękach mam, zawsze manualne prace bardzo mi się udawały. Glina jest bardzo plastycznym i wdzięcznym tworzywem, skoro używa się ją także w terapii. Jednak musi być wypalana.
Odpowiednią glinę można kupić, jednak muszę „poznać” jakąś miłą pracownię ceramiczną. ;)
Obecnie przymierzam się do wykonania innych moich pomysłów. Oczywiście jak tylko coś ciekawego powstanie pokażę na blogu.
Pozdrawiam