No właśnie – skończyło się lato – oziębienie, pochmurno, a i popadać potrafi. Mam nadzieję, ze jeszcze złota jesień przed nami. Wczoraj na działce prace porządkowe, poprzesadzałam trochę roślin, sporo pielenia, bo jak malowałam płot ostatnio, to sobie chwasty rosły jak chciały. Było chłodno, ale co jakiś czas wyglądało słonko zza chmur.

Pięciornik kwitnie u mnie pierwszy sezon, wcześniej nawet nie wiedziałam jak się nazywa ta niewielka roślina. Zaskoczył mnie tylko piękny, pomarańczowy kolor – spodziewałam się żółtego. Lubię niespodzianki!  Mikołajek też pierwszy raz na mojej działce, uważam że bardzo ozdobny, w dodatku przylatują do niego owady – im się też podoba.

To kolejne – nieco mniejsze – wydanie naparstnicy, która kwitnie w kolejnym rzucie. Kojarzy mi się z polską wsią i pewnie zagości u mnie na stałe.

Róże ciągle jeszcze kwitną, ale co najbardziej mnie cieszy bardzo ładnie „odbiła” leczona przeze mnie róża Parade. Ma nawet pąki, więc jak się rozwinie chętnie się nią pochwalę. Oby nie było zbyt wilgotno, bo jej wielkie kwiaty wtedy nadgniwają – dla niej lepsze jest lato i upały.

Rozwija się ładnie moje poletko lawendowe. Zauważyłam, że sporo pączków ma zamiar kwitnąć, więc zapowiada się jeszcze co nieco błękitu na jesień.

Jak miło się przy nich pracuje, w każdym razie – aromatycznie.

Z ziół niezawodna okazuje sie moja nowa szałwia, która ma kwitnąć do przymrozków – zobaczymy, teraz wygląda tak.

Cały czas kwitnie jeszcze budleja.

i rozchodnik…

Jesienną twarz pokazują dereń biały i variegata. Derenie darzę największą sympatią, bo to pierwsze krzewy jakie posadziliśmy na tej działce.

A na deser spojrzenie na donicę ozdobną, w której na próbę posadziłam begonie i starce w podłożu z hydrożelem. Cały sezon w płytkiej donicy poradziły sobie praktycznie bez podlewania.

Czekając na złotą polską jesień…