Pierwszego storczyka – białego Phalenopsisa – dostałam w tym roku na Dzień Matki. Dzieci wyszukały przepiękny okaz, który raczył nas swoimi pięknymi kwiatami od maja do października. Zaczęłam czytać o uprawie storczyków i przestałam się bać o to, że nie dam rady w warunkach domowych trzymać te piękne rośliny. Szybko w domu pojawił się kolejny – fioletowo kwitnące Dendrobium. Ten drugi storczyk kwitł krócej, ale szybko wydał kolejny pęd kwiatowy. W czasie, gdy Phalenopsis miał jeden “komplet kwiecia”, Dendrobium kwitło dwa razy.

Potem jest obserwacja, głównie stanu systemu korzeniowego, bo on najwięcej mówi o kondycji storczyków. Potem pojawiają się… kolejne listki, czy zalążki nowych korzeni.

Czy wspomniany w przypadku Dendrobium – kolejny pęd kwiatowy.

Przypomniało mi się zabawne określenie kolegi z forum ogrodniczego, który połączył moje pasje ogrodnicze i szantowe w jedno sugerując, że gdy pojawia się jakiś nowy wyrostek na storczyku powinnam zaśpiewać mu szantę – “jeśli pójdzie do wody ( w dół), to znaczy, że to korzeń, jak w górę – pęd kwiatowy”.

Kolejnymi mieszkańcami orchideowego parapetu stały się niedawno Cambrie. Jedną zaprezentuję, bo jest obecnie w fazie kwitnienia. Drugą nabyłam bez kwiatów, za niewielką kwotę w ogrodnictwie i poczekam na to co mi zaoferuje za dobrą opiekę.

Jeśli się – podobnie jak ja – obawiacie hodować storczyki w domowych warunkach, to może moja krótka relacja przekona kogoś do tego, by zdanie zmienić. Powodzenia!

One odwdzięczają się pięknem – uwierzcie!