22 listopada 2008 znalazłam się przed bramą Stoczni w Gdańsku. Dowiedziałam się dwa dni wcześniej z forum fotograficznego o imprezie fotograficznej na terenach postoczniowych. Organizatorem tego pleneru był portal www.mmtrojmiasto.pl

Choć w zasadzie nie byłam do tej pory zainteresowana fotografią industrialną, to uznałam możliwość znalezienia się na tym terenie i uwiecznienie tego co zobaczę, jako wyjątkową okazję, być może ostatnią. Na tych terenach wg śmiałego planu rozwojowego Gdańska ma powstać tzw. Młode Miasto, nadwodna dzielnica śródmiejska.

Obecnie teren ten jest przeznaczony do rozbiórki i jak to nazywam – prawie wszystko zostanie obrócone w perzynę. Niewątpliwie zorganizowanie Photo Day 2.0 było okazją do zatrzymania tego co pozostało w kadrze wielu obiektywów. Plonem tego pleneru jest konkurs fotograficzny na stronie organizatora, z niego wyłonione, nagrodzone prace będą stanowiły treść wystawy fotograficznej.

Powiadomiłam znajome osoby, ubraliśmy się ciepło, wzięliśmy sprzęt i poszliśmy fotografować.

Spotkaliśmy się w okolicy historycznej II bramy Stoczni Gdańskiej, nieopodal słynnego Pomnika Poległych Stoczniowców w gronie osób z www.fujiklub.pl  Wyłuskałam w tłumie także kolegę, który przyłączył się do naszej grupy. Przed wejściem wypełnialiśmy deklaracje uczestnictwa i podpisywaliśmy druczki, które mówiły o odpowiedzialności za siebie – teren jest bardzo niebezpieczny. Organizatorzy utworzyli grupy, prowadzone początkowo przez przewodników, w każdej było 20 osób. Planowano, że spotka się (wg zapowiedzi) przeszło 200 osób z aparatami, ale gdzieś później słyszałam – mogło być nawet 400.

Nie jest to szczęśliwe zrządzenie losu, bo taka masa wchodzących sobie nawzajem w kadr osób, to nie są warunki do fotografowania… wytrwali jednak złowili udane ujęcia. Na stronie organizatora, którą podałam na początku tekstu można oglądać plon tej imprezy, no i konkursowe propozycje, można także oddawać głosy.

Poruszałam się po terenach stoczniowych z paroma osobami z grupy. Było bardzo słonecznie – ani chmurki na błękicie nieba – ale ostre, nisko zawieszone słońce, dające długi cień. Za to dość mroźno i wietrznie. Poprzedniego dnia spadł śnieg i nastąpiło silne, wczesne oziębienie. Bałam się tylko śnieżycy lub opadów deszczu, pogoda jednak dopisała.

Tego co można tam zobaczyć nie da się opisać, dlatego pomysł ze zorganizowaniem takiego pleneru jest świetny, jeżeli macie trochę czasu warto zobaczyć jak wygląda obecnie kawałek naszej współczesnej historii.

Nie mogę powiedzieć, że tak do końca jestem zadowolona ze swojego udziału w plenerze. Miałam wyjątkowego pecha – z powodu trudnych warunków (mróz) i problemu technicznego z zapisem zdjęć na karcie pamięci aparatu, z wykonanych ponad 200 zdjęć, mam tylko kilka. I są to zdjęcia z samego początku, moim zdaniem najmniej ciekawe. Nauczyło mnie to jednak czujności i zwracania uwagi na szczegóły eksploatacyjne – to porażka stracić tyle ujęć. Oczywiście byli koledzy i mogę podziwiać to, co zatrzymali w swoich obiektywach, gdy chodziliśmy po tych samych ścieżkach. Jednak to nie to samo co własne zdjęcia.

Następnym razem wezmę dwa aparaty. :))

 To zaledwie początek tego co widziałam. Słyszałam jak jeden z pracowników jednej z firm na terenie Stoczni mówił, że pozostaną tam niektóre budynki pamiętające jeszcze chyba Bismarka… Niedawno powstała także inicjatywa, by ocalić dźwigi stoczniowe, przecież są symbolem tego miejsca i nieodłącznym składnikiem widoku postoczniowego rejonu.