Zanim trafi na nasze stoły jest hodowany w stawach, oczywiście można złowić karpia “dzikiego”, ale prawda jest taka, że bytuje w naszych słodkich wodach głównie za sprawą zarybień.

Najlepszy karp to ten, który pochodzi z naszych lokalnych hodowli. Może nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że najsmaczniejszy rósł trzy lata, waży od 80 dekagramów do półtora kilograma i ma charakterystyczny złocisty brzuszek, bo karmiono go zbożem.

Mówi się, że bez karpia na stole nie ma Wigilii. Pojechaliśmy zatem do stawów w Dolinie Radości w Oliwie, jak co roku, po świeże ryby. Sama akurat nie jestem wybitną smakoszką karpi, wolę raczej pstrągi, ale domownicy owszem karpie – przynajmniej raz w roku na święta lubią.

Trafiłam akurat na moment, gdy wyciągano ze stawu karpie i przygotowywano do transportu. Panowie pracujący tam chętnie pozowaliby do zdjęć, ale mnie interesowały ryby.

A potem możemy przygotować karpia w galarecie. Znalazłam taki przepis:

SKŁADNIKI:
* sprawiony karp
* włoszczyzna
* duża cebula
* sól
* pieprz, łyżka żelatyny
* cukier

Karpia dokładnie umyj i pokrój w dzwonka. Włoszczyznę obierz, dodaj pokrojoną cebulę, zalej 1 l wody, ugotuj wywar, przypraw solą i pieprzem. Wyjmij warzywa (odłóż trochę do dekoracji). Pozostaw tylko tyle wywaru, aby zakrył rybę, włóż pokrojonego karpia. Na bardzo małym ogniu gotuj 10 min (powinien tylko lekko mrugać). Delikatnie cedzakową łyżką wyjmij dzwonka i przełóż na półmisek, formując całą rybę. Wywar przecedź przez sito i gazę, pozostaw ok. 2 szklanek, dodaj cukier do smaku. W 1/3 szklanki zimnej wody rozpuść żelatynę, kiedy napęcznieje, dodaj ją do podgrzanego wywaru z warzyw, wymieszaj. Udekoruj karpia pokrojonymi warzywami (lub wedle uznania: jajkiem, rodzynkami, korniszonem). Zalej rybę galaretą, wstaw do lodówki do zastygnięcia.

Efekt końcowy wygląda tak

Smacznego!