Psia łapa

Psy od kiedy pamiętam towarzyszyły w moim życiu. Rodzice zajmowali się amatorską hodowlą psów rasowych. Z tego co pamiętam na początku były Pekińczyki, później Kerry Blue Terriery, Bedlington Terriery i także Chart Rosyjski (Borzoj). Wystawiali swoje pieski na wystawach, mieli osiagnięcia medalowe i championaty. Dochowali sie także wielu miotów szczeniąt. Po tym jak wyprowadziłam się z domu rodziców zamieszkały tam po kolei maleńkie pieski Yorkshire Terriery, Chihuahua długowłosa, Chińskie Grzywacze, z czasem także ciekawe koty rasy Cornish Rex.

Od zawsze uwielbiałam psy i bez nich nie wyobrażam sobie rodziny. Nie miałam przez pierwsze dwanaście lat życia rodzeństwa, więc uważałam je jak pewnego rodzaju zastępstwo. Mama (ona głównie zajmowała się hodowlą) nauczyła mnie opieki nad maleńkimi szczeniaczkami, karmienia, pielęgnacji, a nawet udzielania pomocy w rozmaitych przypadkach. Przydawało mi się to szczególnie wtedy, gdy już jako dorosła osoba powracałam do rodzinnego domu, by w zastępstwie (mama dużo podróżowała) zająć się maleństwami. To naprawdę były maleństwa – wagę kilkudniowych yorków podaje się w gramach. Wymagają niezwykłej ostrożności i opieki, praktycznie 24 godziny na dobę, karmienia co 3 godziny. Ich mamusia po cesarskim cięciu (częste u ras miniaturowych) także wymagała pomocy i dbałości – to duży wysiłek dla maleńkiego organizmu. Przecież dorosły piesek tej rasy waży mniej niż dwa kilogramy.



Zanim nastąpiła “era Yorków” namówiłam rodziców na swojego pierwszego psa rasowego, był to Chart afgański – nazywał się Odys. Z nim zamieszkałam w domu swojego męża. Później były kolejne pieski, nie tylko rasowe, także przygarnięte wielorasowce - np. blondyn Gucio. Gdy maleńka chichuachua Maja nie mogła się wychowywać w stadzie yorków, także zawędrowała do mojego domu.
Kilka lat mieliśmy przerwę i wtedy zamieszkała u nas Abigail – królicza Jamniczka długowłosa. O tym jakie są jamniki wiedzą wszyscy, którzy z tą rasą mieli do czynienia – niezależne, uparte, w domu mawialiśmy, że “fazowce”. Fazowość polegała na tym, że jak się pies na jakimś punkcie uparł (miał fazę), to nie ma co liczyć na cudowną odmianę. Hodowcy jamników mówią też, że “psy dzielą się na jamniki i pozostałe”. Coś w tym jest – kiedyś jeszcze sobie jamnika sprawię. ;) Nasza Abisia poza tym, że była cudna, miała niewyczerpane pokłady miłości dla wszystkich domowników. Wspominamy też o tym jak domownicy nauczyli ją rozmaitych sztuczek np. liczenia łyków kakao w kubku, tak żeby dla psa zostało na dnie centymetr do wylizania. Przytualnie się do swojego “pana”, tak by nie mógł obejrzeć telewizji. Poszczekiwanie na niego żeby nie patrzył w telewizor, tylko kroił mięsko dla psa i wiele innych.



Ostatnie dwa lata mieszka w naszym domu Dora – złota spanielka. Odkupilismy ją od “zalergizowanych” pierwszych właścicieli, gdy miała 5 miesięcy. Szybko okazało się jaka to “alergia” – pies o wyjątkowym temperamencie, by nie rzec - mającym psie ADHD (zespół nadpobudliwości ruchowej). Nie podobało nam się jej imię i początkowo powstał pomysł jego zmiany, szybko się jednak okazało, że pies ma już je mocno utrwalone. Poza tym, szukając znaczenia jej imienia okazało się, że jest imienniczką słynnego niemieckiego działa kolejowego… Wspomnę o sile niszczącej owego działa. Latem 1942 r., podczas chrztu bojowego pod Sewastopolem, pocisk z Dory przebił dziesięciometrową warstwę ziemi i strop z żelbetu, po czym eksplodował w podziemnym składzie amunicji. Pozostaliśmy z imieniem Dory i jej nieposkromionym temperamentem, który nieco już się układa.

Działka i Dora – to dwa bieguny – pierwsze jej odwiedziny na działce wyglądały jak przelot śmigłowca (a raczej śmigła) na wysokości do metra nad ziemią. W powietrzu latały tylko ścięte główki kwiatów… W zeszłym roku pokazała, że może już bywać na działce.