W niewielkim ogródku zamieszkał Szamrok. Jego imię miało przynosić szczęście, bo shamrock to koniczyna – symbol Irlandii.

Nikt nie wie jak się znalazł w tym ogrodzie, jest na tyle mały, że raczej z Irlandii sam nie przyszedł… no chyba, że go ktoś przemycił w walizce… w końcu nie tak daleko znajduje się lotnisko w Rębiechowie. Jednak tak naprawdę, to nikt nie wie tego skąd się wziął…

Postać jego zwyczajna, niewielka postura, dorosłemu człowiekowi sięgająca, co najwyżej, do połowy łydki… Rozumek jednak  niemały, zawierający się w przytłaczająco wielkim łebku, przykrytym nieodzownie wielkim kapeluszem z zabawnie przekrzywionym czubkiem. Mocno nasunięty kapelusz z pewnością ukrywa jakąś tajemnicę, a może zwyczajną łysinę…? Ze śmiesznymi buciskami zawiązanymi na sznurówki, zgrzebnymi spodenkami z workowej juty i koszuliną z surówki oraz wąsiskami i brodą wygląda całkiem podobnie do naszych lokalnych krasnali, tyle że nie jest taki barwny jak paw. I dobrze!

Dziwnie mi kogoś przypomina… hmmm

O przygodach Szamroka przeczytacie w kolejnych odcinkach. Zapraszam!