Ileż warte postanowienia?
Długo nie wytrwał w tym postanowieniu, bo śnieg śniegiem, ale chciałoby się poszukać czegoś do zjedzenia. Niewielkie zapasy Szamroka kończyły się, a zimno potęgowało wrażenie głodu. Postanowił zbliżyć się do domku Sama i podejrzeć, czy u niego nie ma resztek jedzenia. Gdy rankiem zobaczył, że Sam wychodzi z rowerem, narzucił na siebie ciepłą kamizelkę z kawałka króliczego futra, wziął kijek wędrowca z przybitym kawałeczkiem kolczastej skórki jeża – tak na wszelki wypadek, gdyby spotkał psa lub kota – i poszedł w kierunku domku Sama.
Wlazł przez dziurę w płotku i powoli, ostrożnie zbliżał się do domku. W końcu wdrapał się na niby-tarasik i zbliżył do okna. Przez okno zobaczył, że na małej butli z gazem, na maleńkim płomyku gotuje się coś w garnku. Smakowicie pachniało i jakoś zapomniał pomyśleć, że jeśli ktoś pozostawił gotującą się strawę, to niedługo wróci…
Gdy się tak rozglądał, zauważył, że pies spokojnie śpi na swoim legowisku, a kota nie było. Jednak nie miał odwagi pod nieobecność Sama nawet spróbować wejść do domku. Zapach jednak bardzo go kusił… Na poręczy tarasiku stała tacka, a na niej było trochę okruchów i skórki chleba, dla ptaków zapewne. Trochę sobie nazbierał do kieszeni. Gdy był zajęty zbieraniem jedzenia z tacy nagle poczuł na sobie wzrok… kota. Ten widocznie wracał ze swojego polowania i bacznie się przyglądał dziwnemu gościowi. Szamrok zeskoczył z poręczy i szybko złapał swój kijek, trochę się bał, lepiej mieć coś “pod ręką”. Gdy tak trwali przyglądając się sobie nawzajem badawczo skrzypnęła metalowa furtka…
To wracał Sam, któremu zabrakło widocznie czegoś do gotowanej zupy. Jakie było jego zdziwienie, gdy odstawiając rower zauważył, że jego kot czai się na jakiegoś dziwnego gościa – niewielkiego skrzata. Sam schylił się, żeby się przyjrzeć lepiej przybyszowi – takiej dziwnej “osóbki” jeszcze nigdy nie widział. Ponieważ szamrok zastygł w bezruchu i patrzył z przerażeniem w oczach na Sama i kątem oka na kota, Sam odniósł wrażenie, że skrzat nie jest żywy – wyciagnął do niego rękę, chciał go dotknąć palcem. Tego już było za dużo na nerwy Szamroka – zrobił krok w tył pod same drzwi i cofając się wydał z siebie jakiś dźwięk, podobny do “Oj!”. Wtedy Sam już wiedział, że ten dziwny mały ludek jest żywy!
- No to mamy gościa – powiedział Sam do kota – Zapraszam do środka! – dodał i gestem wskazał drzwi.
Szamrok kiwnął głową, niepewnie się odsunął, ciągle zerkając na kota, który też zeskoczył na dół, by zaraz wejść gdy tylko drzwi się otworzą. Wszyscy weszli do domu, co obudziło psa, który radośnie witał swojego pana, ale i zabawnie doskakiwał do “gościa”. Cały czas merdał ogonem, więc Szamrok pomyślał, że jako gość Sama, nie ma się czego bać.
Joanna on 16 lut 2009 at 8:20 pm #
Nareszcie! Ależ kazałaś długo czekać na pierwsze spotkanie z …kimkolwiek. Ciekawość wielka co dalej.
daniela on 16 lut 2009 at 8:30 pm #
;) Pewnie warto było poczekać.
Też jestem ciekawa Joanno.
:)))