W pierwszym momencie Szamrok czuł się nieswojo, nie miał wielu kontaktów z ludźmi, ze względu na swój niewielki rozmiar był raczej w stosunku do nich nieufny. Ale stanął gdzieś niedaleko piecyka, bo tam było bardzo ciepło, a ciepła najbardziej mu brakowało. Z tej zwyczajnej “kozy” promieniowało przyjemne ciepło i przez szpary w szyberku można było nacieszyć oko iskrami z palącego się drewna.

Sam bacznie mu się przyglądał, zdjął kurtkę i kapelusz, zaczął się krzątać koło garnka z zupą. Psina natomiast postanowiła dobrze “nowego” obwąchać, kot ignorując przybysza usadowił się na parapecie, niedaleko od pieca i przyglądał się tylko leniwym wzrokiem. Szamrok doszedł do wniosku, że chyba nie są tacy straszni jak sądził wcześniej, całkiem ich nie znając. W końcu usiadł na kawałku pnia, który leżał koło pieca obok całego stosu drewna na opał. Sam zamieszał zupę, dosypał jakąś przyprawę i potem spróbował trochę. Zadowolony cmoknął i zapytał – Jak Cię nazywać? Chyba umiesz mówić?
Szamrok na to bąknął pod nosem – Szam-rok.
- Hmmm, Szamrok, nawet oryginalnie – skwitował Sam – Ja jestem Marian.
- Aha – przytaknął Szamrok, trochę zdegustowany, że jego nowy znajomy nie nazywa się już Sam.
- Lubisz grochówkę? – zapytał Marian.
- Nigdy nie jadłem grochówki… ale mogę spróbować – szybko dodał, a ślinka mu już nabiegła do ust.

Marian nalał troszkę do jakiejś małej miseczki i podał skrzatowi z małą łyżeczką od herbaty, która i tak była dla niego za duża. Sam usiadł przy stoliku nakrytym ceratą i powoli, dmuchając, zaczął zjadać zupę. Szamrok podobnie jak on zajadał szybko, bo okazało się, że zupa była przepyszna. I jaka cieplutka… mmmm. Gdy podjedli Szamrok zaczął się troszkę kręcić, chyba powoli chciał wracać do siebie, ale nie wiedział czy Marian go wypuści.

- Skąd Ty się u mnie wziąłeś?  – zapytał Marian.
- Ja tu mieszkam… w budce… koło drewnianego domku – odparł Szamrok.
- No to jesteśmy sąsiadami – skwitował Marian – to bliziutko ode mnie.
- Aha – przytaknął.

Marian chyba zrozumiał, że gość już chce wyjść. Otworzył szafeczkę i wyciągnął chleb, ukroił kawałek. Podobnie zrobił z żółtym serem. Zawinął te kawałki w papier i dał Szamrokowi.

- Pewnie Ci się przyda – powiedział widząc, że Szamrok się trochę boi wziąć.
- Bierz! Bierz! A jak będziesz chciał, możesz też przyjść zjeść coś na ciepło – dodał.

Szamrok wziął zawiniątko, skinął głową i popatrzył na drzwi. Marian otworzył je, robiąc niewielkie wyjście dla skrzata, by ciepło mu nie uciekało. Szamrok wychodząc podziękował i pożegnał się.
Czas wracać do siebie – pomyślał.