- Jak to dobrze, że odważyłem się tam pójść – myślał Szamrok powoli wracając do budki – Łatwiej mi tu będzie mając sąsiada. Skoro mnie zapraszał, to mogę tam czasem zajrzeć – ciagnął dalej – Zresztą zupka była pyszna!
Nigdy nie jadł takiej zupy z grochu, okraszonej chrupiącymi skwarkami i pachnącej majerankiem, pychota! Uśmiechała mu się buzia na samo wspomnienie.

W dobrym humorze wrócił do swojego domku i położył zawiniątko na stole. Dalej jednak myślał o spotkaniu z człowiekiem, jego kotem i psem.
- Te zwierzaki, to chyba jednak nie były takie groźne i jak słuchają swego pana, skoro się na mnie nie rzuciły! – dodał odkrywczo.

Na dworze zrobiło się ciemno, ale już znać, że z dnia na dzień jest coraz dłużej widno. Szamrok usiadł sobie na swojej wygodnej otomanie i postanowił coś wystrugać z kawałka drewna, które leżało w budce. Postanowił sobie zrobić z niego świecznik i zawzięcie przycinał go nożem. Nawet mu to nieźle wychodziło. Gdy już stwierdził, że dzieło jest skończone postawił je z dumą na stole. Ze swojego tobołka wygrzebał jakiś ogarek, obsadził go w nowym świeczniku i zapalił. Dookoła nastało jasne, przyjemne światło.

- Teraz i ja mam światło! – mruczał do siebie zadowolony.

Inna sprawa, że dopiero przy świetle świecy zobaczył, jaki ma w domku nieporządek. Troszkę pozbierał wióry, ale postanowił posprzątać za dnia.

- Otworzę drzwi na oścież, to będzie lepiej widać – obiecał sobie. Szybko jednak zaczął ziewać i postanowił, że jak na dzisiaj wystarczy przeżyć. Położył się spać.