Obudził się rano. Rześki i ze sporą chęcią by coś zdziałać. Zaczął od umycia się i ogarnięcia swojej skromnej osóbki. Potem postanowił zjeść śniadanko. Miał jeszcze chleb i ser, który dostał w zawiniątku od sąsiada. To były dla niego rarytasy, szczególnie smakował mu chleb.

Gdy się posilił troszkę odsapnął – założył swoją króliczą kamizelkę i otworzył drzwi budki na oścież, zaczął się rozglądać. Ciągle utrzymywał się śnieg i było dość chłodno. W dodatku działka jest na górce i zawsze tam wieje, no chyba, że wiatr wieje z kierunku północno-zachodniego, wtedy budka schowana za domkiem nie jest taka “przewiewna”.

Szamrok najpierw pochodził trochę po działce, przyglądał się obumarłym częściom roślin, które wystawały spod śniegu i szukał czy się coś nie zaczyna zmieniać. Na drzewach pąki liściowe stały się jakby nieco większe, ale na ziemi szczególnych oznak wiosny jeszcze nie zauważył. Słyszał tylko w oddali jakieś radosne odgłosy ptaków… i srocze przekomarzania.
- Niedługo powinna nadejść wiosna – myślał – jak się zazieleni, to dopiero będzie przyjemnie. No i słonko trochę pogrzeje!

Wrócił do otwartego domku, wziął miotełkę i zaczął sprzątać. Teraz za dnia, było o wiele lepiej widać. Szybko się uwinął i był z siebie bardzo zadowolony. Lubi mieć porządek.

W budce leżał kawałek brzeszczotu i Szamrok postanowił zrobić sobie okno w drzwiach. Nie miał szyby, ale w domku była dość gruba przezroczysta folia. Wyciął z niej odpowiedni, kwadratowy kawałek. Poprzycinał listewki, które leżały pod daszkiem i zabrał się do wycinania otworu w drzwiach.

Wcale to tak łatwo nie szło, zimno, ręce mu trochę grabiały. Ale skoro postanowił to musi zrobić. Pół dnia mocował się Szamrok z kawałkiem ostrza i dość grubymi deskami drzwiczek. W końcu kawałek kwadratowej deski spadł na ziemię, tym sposobem otwór był gotowy. Szamrok poprzybijał listewki napinając od razu kawałek folii, która miała udawać szybę.

- Okno gotowe! – podsumował – Teraz będę lepiej widział co się dzieje na dworze.