Jak dobrze mieć sąsiada
Dwa dni później Szamrok jakoś rano nie mógł wstać, było mu zimno i troszkę czuł się obolały. Wstał w końcu, ale ledwie mógł się utrzymać na nogach. Zrobił sobie śniadanie, ale apetytu nie miał, gardło trochę pobolewało. Próbował coś zrobić, może wyjść na spacer? Szybko jednak doszedł do wniosku, że za słabo się czuje i jakoś dziwnie mu zimno. Położył się do łóżka. Szybko zasnął.
Śniła mu się zielona łąka, przelatujące ptaki nieznośnie świergocące, motyle i owady…
Nagle wyrwał go ze snu jakiś chrobot. Poderwał się z łóżka, na równe nogi i podszedł do okienka. Jakiś wielki cień zbliżał się do jego budki, ale folia nie dość przejrzysta, nie pokazywała dokładnie kto. Nagle postać się pochyliła i rozległo się pukanie.
Szamrok otworzył drzwiczki troszkę zaskoczony.
Okazało się, że to Marian ze swoim psem zajrzał do niego. Nie mógł zaprosić gości do środka z wiadomych względów – budka była za mała – ale narzucił coś na siebie i wyszedł do nich.
- Witam! – powiedział bez wielkiego animuszu.
- Cześć skrzacie! – odpowiedział Marian – Widzę, że coś nietęgo wyglądasz. Chory jesteś czy co?
- Chyba się przeziębiłem, jak robiłem porządki i … okno – odpowiedział.
- Masz tu, przyniosłem trochę ciepłego bigosu, zjedz i szybko wracaj do łóżka – radził – Albo może jeszcze lepiej weź swoje rzeczy i zabiorę Cię ze sobą, przy piecu szybciej się wygrzejesz! No już! ubierz się i idziemy! – dodał.
Szamrok przypomniał sobie jak miło iskry w piecyku skakały i jak miło było się ogrzać. Ubrał się ciepło i bez słowa poszedł za sąsiadem.
Gdy znaleźli się w altance Mariana, ten położył niedaleko pieca złożony kawał koca i wskazał ręką miejsce dla Szamroka. Ten wgramolił się na górę, usiadł.
- Tutaj jest ciepło! – stwierdził zadowolony.
- No pewnie – odpowiedział sąsiad dokładając drewno do pieca.
Najpierw dostał cieplutkiego bigosu w miseczce i kawałeczek chleba – zjadł trochę na siłę, ciągle czuł się niezbyt dobrze. Potem Marian znacząco zachęcił Szamroka żeby się przykrył i pospał w cieple. Nie bardzo wiedział jak pielęgnować skrzata, czy mierzyć mu temperaturę i jaka ona powinna być – jak u człowieka? Dlatego zostawił go w spokoju, pomyslał, że jak się wyśpi, to poczuje się lepiej.
Joanna on 25 lut 2009 at 10:34 pm #
Hmmm, pierwsze kłopoty. No właśnie, jaką temperaturę powinien mieć skrzat? Może Marian ma schowaną gdzieś nalewkę do gorącej herbaty, bo Aspirynu C – jak znam życie – to nie ma. Taki żarcik, choć Szamrokowi pewnie nie do śmiechu.