Szamrok spał długo i mocno. Marian zauważył, że Szamrok kręcił się i bełkotał coś w jakimś nieznanym mu języku. Marian tylko czasem sprawdzał czy oddycha i poprawiał koc. W końcu gdy się Szamrok obudził twarz miał koloru bladego, bardziej niż zwykle…

- No i jak się czujesz? – od razu go zapytał.
- Jaaakoś tak mi ciągle zimno, bolą mnie plecy i gardło – odrzekł – Ile spałem? – zapytał nieco skrępowany, czy nie robi Marianowi kłopotu.
- Całe popołudnie i noc, teraz jest około dziesiątej – odpowiedział mu Marian, który właśnie zrobił gorącą herbatę ze sokiem z malin.
Podszedł i wziął Szamroka, posadził na stole.
- Tutaj jest śniadanie dla Ciebie, zjedz i popij herbatą. Dodałem soku z malin na przeziębienie – mówił – Nie wiem czy masz temperaturę? Jeśli tak, to dobrze Ci to zrobi, tylko jak zjesz od razu z powrotem pod koc!
Szamrok zjadł kawałek chleba z serem i dżemem. Chętnie napił się herbaty, smakowała mu osłodzona sokiem.

- Skrzaty nie mają temperatury – odezwał się, gdy już przestał jeść – a ja nigdy nie chorowałem. Jakoś chce mi się tylko spać, dobrze, że tu mnie zabrałeś, jest tak ciepło.
- No ja widzę, że na kompana do pogaduszek, to Ty się dzisiaj nie nadajesz! Wypijaj herbatę i szybko myk pod koc! – stwierdził Marian dorzucając drewna do piecyka.

Szamrok zeskoczył ze stołu na stołek i powędrował na „swoje” miejsce, opatulił się kocem i rozejrzał się dookoła. Kota nie było, pewnie poszedł zapolować, a pies sobie spał na swoim legowisku. Patrzył jeszcze przez chwilę jak Marian usiadł i czytał gazetę, ale szybko znużony zasnął.

Gdy obudził sie kolejny raz Marian akurat dawał jeść psu i kotu – była pora obiadu.

- Dobrze, że się obudziłeś, akurat na obiad! Dzisiaj ugotowałem rosół i do tego lane kluseczki – opowiadał Marian – moja mama, gdy byłem dzieciakiem, zawsze mi to robiła na wyzdrowienie. Pewnie i Tobie dobrze zrobi.
Marian nalał porcję dla Szamroka do miski. Szamrok powoli wstał i wspiął się na stół do swojej miski z rosołkiem. Bardzo powoli jadł, jeszcze bolało go gardło, ale rosół miło łagodził to przykre odczucie.

Marian krzątał się, dał też jeść psu i kotu. Po czym usiadł by sobie odpocząć.
- I jak? Smakowało? – zapytał.
- Dziękuję! Bardzo!! – odparł skrzat – Gdy ja byłem mały – kontynuował – no wiesz, jeśli można być mniejszym ode mnie, znaczy jak byłem skrzacim dzieckiem, to mój dziadek gotował krupniczek i bardzo go lubiłem.
- Wychowywał Cię dziadek? – zapytał Marian.
- Tak, my skrzaty mamy naturę wędrowniczą, moi rodzice wybrali się w dalekie strony, a mnie zostawili u dziadka, żebym się uczył.