Pobyt Szamroka u sąsiada bardzo się przyczynił do szybkiego wyzdrowienia. Szamrok rankiem obudził się sam i raźno zeskoczył ze swojego posłania. Marian przygotowywał śniadanie, Szamrok przysiadł się na stole i czekał na to co dostanie tym razem. Był głodny, widać, że wrócił do zdrowia, bo i apetyt powrócił.

- Widzę, że już czujesz się dobrze – stwierdził Marian obserwując pałaszującego twarożek ze szczypiorkiem i kawałeczek bułki Szamroka.
- O! Tak! Już będę mógł wróćić do siebie, czuję się już zdrowy! – odpowiedział z pełną buzią.

Podczas śniadania pogadali jeszcze, ale Szamrok już chciał wrócić do siebie i zobaczyć jak jest na dworzu. Dlatego podziękował Marianowi za opiekę i powędrował do siebie.

Jakież było jego zdziwienie gdy wyszedł na dwór, śniegu było dużo mniej.
- Nie wychodziłem dwa dni i się pogoda zmieniła – myślał – Teraz wiosennie bardziej, śnieg tylko leży w cienistych miejscach. Nie jest źle!

Gdy wrócił do siebie usiadł przy stoliku i sobie myślał o tym, że może słowa Mariana się spełnią. Ludzie tutaj mili i szukający spokoju, to pewnie im taki skrzat jak ja wadził nie będzie. Szamrokowi spodobała się okolica i chyba nie chciałoby mu się znowu wybierać w drogę. Dopiero zaczął się urządzać, a przecież wiosna nadchodzi i dopiero będzie ciekawie. Tymczasem zza okienka słyszał wesołe skrzeczenie srok. Ganiały się po dróżce i przekomarzały na płocie.

- Ot! Hałaśniki jedne! – mruczał pod nosem.