Szamrok nie mógł się doczekać wiosny, a bardziej tego ciepła, które miało nadejść. Chętnie przyglądał się w ogrodach, czy jakieś wiosenne rośliny już się nie budzą. Patrzył też często na niebo i z daleka widział przelatujące klucze ptaków, choć z daleka trudno było mu rozpoznać jakie to gatunki. W ogrodach po śniegu nie było już śladu, ale dni były wietrzne i rzadko wyglądało słonko.

Gdy tak rozglądał się po działce, zobaczył że prymulki pośród zeszłorocznych, zbrązowiałych liści wypuszczają nowe, młode, zieloniutkie listki i nawet pąki. Bardziej rozwinięty okazał się ciemiernik, ale on nie boi się zimna. Widać było, że pod pokrywą śniegu rośliny tak bardzo nie ucierpiały.

Pewnego dnia, gdy Szamrok siedział sobie na ławeczce obok grila i beztrosko machał nogami usłyszał, że do działki zbliża się jakiś pojazd. Szybko zeskoczył i wolał znaleźć się bliżej swojej budki. Gdy stanął za rogiem większego domku zobaczył, że przyjechał samochód i wysiadło z niego dwoje ludzi – starszy, łysawy pan i jakaś kobieta. Szamrokowi przyszło na myśl, że może to właściciele „jego” działki i wszedł do siebie, pozostawiając tylko dla obserwacji uchylone trochę drzwi. Bacznie obserwował co się będzie działo.

Przybysze otworzyli furtkę do sąsiedniego ogrodu… za zachodnią alejką.
- Uffff!!! To nie moi!!! – z ulgą wzdychał.
A oni, nie zdając sobie sprawy z tego, że są bacznie obserwowani odwiedzali swoją działkę, przeglądali jak wyglądają drzewka i krzewy, oraz inne zimujące rośliny. Usłyszał, że bardzo narzekają na pouszkadzany przez krety trawnik, faktycznie na trawniku Szamrok widział wcześniej chyba z 15 kopców. Na jego działce też ich nie brakowało.

- Teraz ludzie zaczną przyjezdżać na działki coraz częściej. W końcu pewnie poznam i „moich”. Ciekawe jacy są?