Szamrok nie mógł się nadziwić, że w takim malutkim sklepiku upchane jest aż tak dużo towarów. Regały od sufitu do podłogi, uginające się pod ciężarem słoików, słoiczków, butelek i puszek. Jakie mnóstwo pieczywa, bułki, chlebki, całe i pokrojone! Szamrok nie był nigdy w takim sklepie, więc było to dla niego nowe przeżycie. Marian kupował rybki w puszce – sardynki, bochen chleba, cukier, ser żółty i topiony. Potem herbatę i kawę, szukał też miodu dla Szamroka i znalazł w małym słoiczku miód gryczany, ciemniejszy od lipowego. Było na nim napisane, że jest prawdziwy.

Gdy podeszli do sprzedawczyni ona obejrzała wszystkie produkty i wystukała palcem coś na dziwnym pudełku z guzikami. Później Marian tłumaczył Szamrokowi, że jest to kasa, która liczy ile trzeba zapłacić za produkty. Sprzedawczyni dostrzegła skrzata w koszu Mariana, ale nie była pewna, czy to zabawka, czy żywy człowieczek. Nie zapytała Mariana, pewnie nie miała śmiałości. Marian zapłacił i zabrał wszystko do koszyka, wyszli ze sklepu.

Marian wszystko umocował na rowerze i pojechali dalej… do sklepu mięsnego. W sklepie mięsnym wisiały piękne kiełbasy i szynki, ale skrzat nie wyrażał specjalnego zainteresowania. Co tu dużo mówić, używał raczej słoninki czy boczku dla okrasy, ale mięsa za wiele w życiu nie jadł. Patrzył jednak jak jego sąsiad robi zakupy.

- Co dzisiaj planujesz na obiad? – nagle zapytał.
- Dzisiaj sobie usmażę kiełbaski, do tego ziemniaczki i jakaś surówka – może z kapusty kiszonej – odpowiedział Marian – Jeśli masz ochotę, możesz do mnie przyjść.
- Na ziemniaczki i surówkę z niewielkim kawałkiem kiełbaski, chętnie – zgodził się Szamrok.

Pojechali jeszcze do sklepu z warzywami i Marian zakupił woreczek ziemniaków, kiszoną kapustę i kilka marchewek. Gdy już kosz i siatka się wypełniły Marian pojechał drogą prowadzącą do lasu i działek, a piesek radośnie pobiegł za nimi.