Coraz częściej na działkach pojawiali się ludzie. Nie dziwiło to Szamroka, bo wiosna zaczęła się na dobre. Kwiecie zaczyna kwitnąć i dodawać koloru brunatnej – po zimie – rzeczywistości. Nawet trawnik stał się jakby nieco bardziej zielony, niż jeszcze parę dni temu.

W sobotę była tak piękna pogoda, prawie jak latem. Na działkach wokół sąsiedzi ostro wzięli się za prace. U jednych, między budką Szamroka a działką Mariana, spory hałas spowodowany jakimś remontem domku.

Niedziela jednak okazała się już nie taka piękna, jakby to zapowiadała pogoda sobotnia. Rano nadjechał samochód i Szamrok szybko się zorientował, że to „jego działkowcy”. Wypakowywali z samochodu worki z ziemią i korą, oraz rośliny w doniczkach. Z samochodu wyszedł także pies, rudy i wesoły, biegał po całej działce jak szalony. Trochę też obwąchiwał teren, co zaniepokoiło skrzata.

Szamrok ostrożnie obserwował ich przez szparę, do czasu aż kobieta podeszła blisko jego budki. Obok przecież rosną na rabatce różne rośliny, w tym szachownice, które niedługo zakwitną. Szamrok zdecydował się wyjść i pokazać swoim gospodarzom. Powoli otworzył drzwi, wyszedł na zewnątrz i powiedział:

- Dzień dobry, Pani!
- Dzień dobry – odpowiedziała – Widzę, że się odważyłeś w końcu pokazać.
- No! – odpowiedział Szamrok.
- Chodź tu Tadeusz! Poznaj naszego lokatora! – zawołała kobieta – Jestem Daniela, a to mój mąż Tadeusz.
- Bardzo mi miło – odpowiedział kłaniając się Szamrok – A mnie nazywają Szamrok.

W tym momencie podbiegł do nich pies, a Szamrok cofnął się gwałtownie, niepewny co się stanie.

- Nie bój się! To Dora! Ona nic Ci nie zrobi, jest tylko ciekawa co to za nowa osoba - powiedziała Daniela.
- No to teraz Ty tutaj gospodarzysz jak nas nie ma?! – stwierdził z przekąsem Tadeusz – Właśnie przyjechaliśmy trochę popracować, posprzątać i posadzić trochę nowych roślin. Mam nadzieję, że trochę nam pomożesz.
- Pewnie! Czemu nie! – odpowiedział zadowolony z tego jak został przyjęty przez gospodarzy.

Kilka godzin pracowali, grabili i zbierali obumarłe części roślin. Szamrok pomagał jak umiał, silny nie jest i duzo dźwigać nie dałby rady, ale poradził przy sadzeniu krzewów. Starał się byc przydatny. Podczas przerwy na kawę dostał do picia sok pomarańczowy i ciastka. Czuł się dobrze w towarzystwie swoich gospodarzy.

Po południu gospodarze spakowali się, pożegnali i pojechali do swojego domu.