Co tam u sąsiada?
Szamrokowi trochę się nudziło, po świętach nikt nie przyjeżdżał. Jego gospodarze wyjechali na weekend, ale Daniela pozostawiła pewne zapasy, więc nawet specjalnie nie musiał się martwić o zdobycie jedzenia.
W tygodniu po sąsiedzku troszkę trwało prac porządkowych, grabienie trawnika i palenie liści. Szamrok chodził po ogrodach i sprawdzał co gdzie rośnie. Coraz więcej roślin zaczynało kwitnienie, no i pojawiały się młode listki na krzewach i drzewach. Gdy tak chodził na spacery zajrzał któregoś dnia do Mariana.
- Cześć! – zawołał do Mariana, gdy go zobaczył w ogrodzie.
- Cześć skrzacie! – odpowiedział sąsiad.
- No i jak tam u Ciebie? Poradziłeś już sobie ze sprawą prądu? Masz światło w domku? – zapytał.
- Tak! Jakoś uzbierałem pieniążki, trochę pożyczyłem od kumpla i zapłaciłem. Zaraz mi elektryk podłączył prąd – odpowiedział zadowolony Marian.
- No to dobrze – ucieszył się Szamrok – Któregoś dnia widziałem takiego pana z rowerem i torbą ze skóry, coś tam robił w prądowej skrzynce. To pewnie był elektryk?
- Tak, tylko on może otwierać tę dużą szarą skrzynkę, która jest koło Twojej działki – dopowiedział ciekawskiemu skrzatowi – Dobrze, że przyszedłeś, opowiedz jak tam było w święta? Widziałem, że był spory ruch na działkach.
- Tak byli moi działkowicze i mieli gości, było dość wesoło, no i pogoda dopisała – odpowiedział zadowolony skrzat – Daniela zostawiła mi zapasy: ser, chleb, cukier, dżem i jabłka. No bo oni na weekend pojechali gdzieś odpocząć. Ale już w tym tygodniu będą znowu.
- No to dobrze, że o Ciebie też dbają – podsumował Marian – pewnie teraz częściej będą bywać, bo już coraz cieplej, a i pracy w ogrodzie jest sporo.
Marian wskazał gestem Szamrokowi miejsce na stołku przy stoliku na ganku.
- Siadaj i ja mogę Cię poczęstować dzisiaj ciastem i herbatą!
- O! To trafiłem na drożdżówkę! – zawołał uradowany Szamrok i szybko się wdrapał na stołek.
Siedzieli sobie tak na ganku, a słońce ładnie już świeciło i grzało. Kot wylegiwał się na poręczy i nawet nie patrzył w stronę ciasta, ale psina merdała ogonem i podskakiwała do Mariana kolan, żeby dał choć kawałeczek.