Matuleńka

Szamrok zadomowił się w nowym miejscu. Bawiło go, że Daniela z jego powodu zaczęła swoją działkę nazywać Szamrokowo. Tym bardziej, że Tadeusz powiedział kiedyś – Widzisz, a nie wiedziałaś jak nazwać działkę, teraz już chyba wiesz!
Jednak, mimo tego zadomowienia i zaprzyjaźnienia się ze wszystkimi, wspominał swoich. Ze szczególnym sentymentem swojego dziadka, który właściwie go wychował. Bardzo czule wspominał także swoją matkę. Zawsze, gdy rodzice wracali z dalekich podróży, mama przywoziła mu egzotyczne pamiątki. Najczęściej były to jakieś drobne przedmioty codziennego użytku, amulety, o których potrafiła długo opowiadać skąd są, co znaczą. To także mama przynosiła mu książki, to ona mówiła mu: Synku, warto się uczyć!
Matuleńka była jego pierwszą nauczycielką, to ona nauczyła go mówić i później czytać, dbać o siebie, gotować, przygotowywać zioła. Najbardziej pamiętał jej mądre i czułe spojrzenie oraz to, że tak lubił być przez nią przytulany. Wspomnienia wcale nie jakieś niezwykłe, ale robiło mu się ciepło na sercu, gdy sobie o tym rozmyślał. Przypominając sobie matkę postanowił za jakiś czas wybrać się w strony, z których pochodzi, by odwiedzić swoją rodzinę. Bez niej nie byłby przecież takim odważnym i samodzielnym skrzatem, jakim jest. Żadna “ludzka” znajomość, czy przyjaźń nie była w stanie zastąpić Szamrokowi rodziny, szczególnie matki. Choć miał już tak wiele lat, w świecie bywał, wiele widział, ciągle czuł się ukochanym, jedynym synkiem.