Liliowce – piękność jednego dnia – cz. 1

Fot. Emil
Moda na liliowce (Hemerocallis, zwane także daylily) dotarła już jakiś czas temu zza oceanu do Europy, gdzie działają międzynarodowe towarzystwa miłośników tych roślin. Hodowcy ciągle prześcigają się w tworzeniu nowych odmian o cechach nieznanych wcześniej zarówno u liliowców, jak i u innych roślin ozdobnych.
Sa różne hipotezy co do tego w jaki sposób liliowce przywędrowały do Europy. Kiedyś uważano, że w XIII wieku liliowiec rdzawy (Hemerocallis fulva, obecnie Hemerocallis lilioasphodellus) został zawleczony podczas najazdów Mongołów na przedgórze wschodnich Alp i tam się zaaklimatyzował i rozmnożył. Gatunek ten pojawił się po raz pierwszy w europejskim piśmiennictwie w XVI wieku, znaleziony został w Burgenlandzie (obecnie Austria, wcześniej Węgry) i przeniesiony do Holandii. Na podstawie tego materiału został opisany przez Karola Linneusza w 1753 roku. W ostatnim czasie pojawiła się zupełnie inna hipoteza. Wg niej gatunek ten miałby być południowo-europejskim endemitem i występował w Europie od zawsze lub ewentualnie został zawleczony w epoce przedhistorycznej. Hipoteza wywiedziona została na podstawie znaleziska archeologicznego, tzw. Złotego Kwiatu z Volos (jest to mykeński wyrób sztuki złotniczej przedstawiający kwiat liliowca żółtego, według specjalistów datowany na 2000-1500 r. p.n.e). Sprowadzenie do Europy liliowca rdzawego (Hemerocalli fulva) przypisuje się wyprawie Marco Polo.

Z polskich osiągnięć z hodowli liliowców warto wspomnieć o znanym i cenionym bracie Stefanie Franczaku, który poza hodowaniem znanych na całym świecie odmian powojników (19 odmian), czy irysów bródkowych, upodobał sobie także liliowce, których wyhodował aż 95 odmian.
U schyłku XX wieku średniej wielkości kwiaty liliowców miały ok. 15 cm średnicy. Obecnie znacznie bardziej docenia się odmiany o kwiatach większych niż 20 cm, takie jak Jumbo Jet i o szerszych niż 10 cm płatkach, jak u Singular Sensation.
Nowością są wielkokwiatowe liliowce, które zakwitają pod koniec maja, np. First Blood, do tej pory wszystkie odmiany kwitnące w tym okresie były małe i kwitły na żółto. Powstała również zimotrwała odmiana Bright Velvet, która w naszym klimacie regularnie powtarza kwitnienie. Obecnie kwiatami liliowców przez rozmaitość gatunkową można cieszyć prawie przez cztery miesiące – od początku maja do końca sierpnia.

Nie ma chyba w naturze drugiego takiego gatunku, charakteryzującego się takimi zaletami jak: długowieczność, niewybredność co do podłoża i małe wymagania. Oczywiście najlepiej rosną na glebach żyznych i wilgotnych. Lubią stanowiska słoneczne, w półcieniu słabiej kwitną (wystarczy cztery do sześciu godzin słonecznych), ale rośliny są okazalsze, liście bardziej soczyste i szybciej się rozrastają. Właśnie ulistnienie tych roślin dzieli liliowce na trzy główne grupy:
Dormant – tracą ulistnienie przed zimą. Są najbardziej odporne na niskie temperatury, a nasze zimy znoszą dobrze.
Semievergreen – tracą częściowo liście, wytrzymują pod przykryciem nasze zimy.
Evergreen – jak sama nazwa wskazuje są “wiecznie zielone” – ich okres wegetacji trwa praktycznie bez przerwy. W naszych warunkach bardzo trudne do utrzymania, szczególnie podczas bezśnieżnych zim i przy wysuszających silnych wiatrach zimowych.
Grupy evergreen i semievergreen nie powinny, wg literatury, w naszych warunkach przetrwać zimy. Jednak kilka odmian może zimować pod przykryciem z liści, trocin i gałęzi drzew iglastych.
Rozmaitość kolorów
Niesamowite barwy i ich ciekawe połączenia wśród odmian liliowców powodują ich niezwykłą atrakcyjność. Metaliczny srebrny kolor nie występował wcześniej u żadnych roślin, a u odmiany Heavy Metal zauważyć można srebrny prążek w środku kwiatu. Nieznany poza liliowcami “złoty brokat” ozdabia brzegi płatków odmiany Clothed In Glory i Key Lime Ice, a ciemne “oko” zajmujące ponad połowę powierzchni kwiatu ma odmiana Eyes Wide Shut. Do niezwykle oryginalnych można zaliczyć ząbkowane brzegi płatków liliowca Mort Morss, które przypominają kształtem zęby rekina.

Fot. Emil
Z kolei kontrastowym białym środkiem wyróżnia się odmiana Ultraviolet Mood, natomiast białe nieregularne smugi na fioletowym tle posiada liliowiec Fizziwig. Nowe odmiany charakteryzuje także niespotykane dotąd nasycenie kolorów – fioletu u Magic Amethyst, czerwieni u Camera Ready, czerni u Black Ambrosia, czy pomarańczu u Primal Scream.
…i kształtów
Liliowce zwykle mają sześć płatków (trzy szersze i trzy zewnętrzne węższe) oraz sześć pręcików i jeden słupek. Niektóre nowe odmiany mają osiem, a nawet dwanaście płatków. Pełne kwiaty mają czasem dodatkowo pomarszczone brzegi płatków, które tworzą rodzaj falbanki – takie kwiaty ma odmiana Jerry Pate Williams. Ostatnio pojawiły się także liliowce z frędzlowatymi brzegami płatków (np. Forest Lake Ragamuffin). Wielkim powodzeniem cieszą się także tzw. liliowce pajęcze, szczególnie te z poskręcanymi płatkami, które przypominają girlandy, jak np. Royal Celebration.

Fot. Emil
Jednym z najnowszych trendów jest to, aby płatki kwiata były wykończone np. “falbanką” (mocno pofalowanym brzegiem) lub “igiełkami” (podobnie jak u tulipanów z grupy Crispa). Dodatkowo brzegi płatków mogą mieć inny, kontrastowy kolor tzw. “picotee”. Takie cechy posiadają np. odmiany Radiant Ruffles o jasno perłowo-różowej barwie z ciemno różowymi żyłkami i bardzo szeroką, mocno karbowaną różową “falbanką”. Natomiast odmiana Chicago Picotee Memories jest blado różowa z brzegiem jakby precyzyjnie obwiedzionym konturem w kolorze fioletowo-purpurowym. Niemniej ciekawie prezentują się liliowce z tzw. “halo”, które posiadają kontrastową plamę w postaci “oka”, okręgu, pierścienia i plam typu brushmark lub strzałki. Najciekawszymi z nich są Real Wind, oraz miniatury z serii Siloam (Pandora Box, June Bug i Baby Talk).
Szczególne podziękowanie dla mojego kolegi Emila z ForumOgrodnicze.pl za udostępnienie zdjęć z własnej kolekcji liliowców.
Czytaj dalej: Liliowce – piękność jednego dnia – cz. 2