Archiwum kategorii 'Szamrokowe opowieści'

Gdy skrzata choroba dopada

Szamrok spał długo i mocno. Marian zauważył, że Szamrok kręcił się i bełkotał coś w jakimś nieznanym mu języku. Marian tylko czasem sprawdzał czy oddycha i poprawiał koc. W końcu gdy się Szamrok obudził twarz miał koloru bladego, bardziej niż zwykle…

Czytaj Dalej »

Jak dobrze mieć sąsiada

Dwa dni później Szamrok jakoś rano nie mógł wstać, było mu zimno i troszkę czuł się obolały. Wstał w końcu, ale ledwie mógł się utrzymać na nogach. Zrobił sobie śniadanie, ale apetytu nie miał, gardło trochę pobolewało. Próbował coś zrobić, może wyjść na spacer? Szybko jednak doszedł do wniosku, że za słabo się czuje i jakoś dziwnie mu zimno. Położył się do łóżka. Szybko zasnął.

Czytaj Dalej »

Okiem gospodarza

Obudził się rano. Rześki i ze sporą chęcią by coś zdziałać. Zaczął od umycia się i ogarnięcia swojej skromnej osóbki. Potem postanowił zjeść śniadanko. Miał jeszcze chleb i ser, który dostał w zawiniątku od sąsiada. To były dla niego rarytasy, szczególnie smakował mu chleb.

Czytaj Dalej »

Światło

- Jak to dobrze, że odważyłem się tam pójść – myślał Szamrok powoli wracając do budki – Łatwiej mi tu będzie mając sąsiada. Skoro mnie zapraszał, to mogę tam czasem zajrzeć – ciagnął dalej – Zresztą zupka była pyszna!
Nigdy nie jadł takiej zupy z grochu, okraszonej chrupiącymi skwarkami i pachnącej majerankiem, pychota! Uśmiechała mu się buzia na samo wspomnienie.

Czytaj Dalej »

Gościna

W pierwszym momencie Szamrok czuł się nieswojo, nie miał wielu kontaktów z ludźmi, ze względu na swój niewielki rozmiar był raczej w stosunku do nich nieufny. Ale stanął gdzieś niedaleko piecyka, bo tam było bardzo ciepło, a ciepła najbardziej mu brakowało. Z tej zwyczajnej „kozy” promieniowało przyjemne ciepło i przez szpary w szyberku można było nacieszyć oko iskrami z palącego się drewna.

Czytaj Dalej »

Ileż warte postanowienia?

Długo nie wytrwał w tym postanowieniu, bo śnieg śniegiem, ale chciałoby się poszukać czegoś do zjedzenia. Niewielkie zapasy Szamroka kończyły się, a zimno potęgowało wrażenie głodu. Postanowił zbliżyć się do domku Sama i podejrzeć, czy u niego nie ma resztek jedzenia. Gdy rankiem zobaczył, że Sam wychodzi z rowerem, narzucił na siebie ciepłą kamizelkę z kawałka króliczego futra, wziął kijek wędrowca z przybitym kawałeczkiem kolczastej skórki jeża – tak na wszelki wypadek, gdyby spotkał psa lub kota – i poszedł w kierunku domku Sama.

Czytaj Dalej »

Byle do wiosny!

Pewnego dnia Szamrok obudził się i jakoś nie chciało mu się wstawać. Naciągał na głowę swoją niby-kołdrę z worka, ale wtedy odsłaniały się stopy, a że zbyt ciepło nie było, to podkurczył je szybko. Gdy się w końcu zdecydował wstać, zauważył że ze szpary spod drzwi nie wnika do budki światło. „Co jest??!” – zastanawiał się. Opatulił się i postanowił zobaczyć jaka jest pogoda na zewnątrz. Zaczął popychać drzwi, ale okazało się, że stawiają opór. Parę razy próbował je popchnąć i nic.

Czytaj Dalej »

Las

Szamrok każdego dnia wybierał się na spacer inną trasą. Nie ma co, ale powinien przecież poznać „swój” teren. Tym razem poszedł w kierunku lasu. Na granicy ogrodów działkowych jest tam metalowa furtka, zamknięta na zamek. Inna sprawa, że ktoś wziął i „spruł” część metalowej siatki. Bez problemu na teren działek może wejść każdy obcy. Szamrok poczuł się jak gospodarz i wcale nie był z odkrycia dziury zadowolony. Wyszedł nią jednak na zewnątrz. Przebiegał tam łuk leśnej drogi z jednej strony wznoszący się w górę, a z drugiej prowadzący nieco w dół. Wybrał drogę w dół.

Czytaj Dalej »

Spacer nad jezioro

Szamrok rozglądał się za towarzystwem dla siebie. Na razie widział tylko przylatujące do ogrodu ptaki, które jak zwykle rozglądają się za jedzeniem, jakimiś nasionami, czy owockami pozostałymi na krzewach. Zobaczył też ślady po wizytach kreta. Na trawniku znajdowało się kilkanaście kopców, przykrytych częściowo śniegiem i zamarźniętych. Domyślał się, że kret w takich warunkach śpi sobie w korytarzu gdzieś pod ziemią.

Czytaj Dalej »

Bezdomny

Szamrok zaczął się przyzwyczajać do otoczenia. Kolejne dni upłynęły mu na rozglądaniu się wokół. „Jego” teren ma dobre ogrodzenie, więc nie ruszając się poza może czuć się bezpiecznie. No jedynie ptaki czy koty nie liczą się z płotami.

Już drugiego dnia zauważył swojego sąsiada z zamieszkałej działki. To jakiś dziwny człowiek, przygarbiony, w filcowym kapeluszu przewiązanym widocznie dla ozdoby białym sznurkiem, lekko kulejący. Gdy go zobaczył pierwszy raz szedł gdzieś z małym czarnym psem, takim zwyczajnym wielorasowcem. Piesek chyba młody, bo podskakiwał i radośnie szczekał, zaczepiając swojego pana. Oddalili się w stronę lasu, tam gdzie Szamrok jeszcze nie był.

Czytaj Dalej »

« Poprzednia stronaNastępna strona »