Magnolia

Zakwitła moja magnolia gwiaździsta. Co prawda tylko dwoma kwiatami, ale zawsze. Od posadzenia drzewka minęły trzy lata, ale podobno magnolie bywają kapryśne.

Zakwitła moja magnolia gwiaździsta. Co prawda tylko dwoma kwiatami, ale zawsze. Od posadzenia drzewka minęły trzy lata, ale podobno magnolie bywają kapryśne.

Zafascynowana jestem nimi już od dawna. Kiedyś przeszkadzał mi ich specyficzny zapach, dzisiaj wcale. Pisałam o nich w temacie „Szach czy mat?” W tym roku znowu kwitną, może nie tak okazale jakbym chciała, ale ciągle pracuję nad poprawą warunków dla nich. Postaram się zebrać wszystkie zdjęcia z tego sezonu i wkrótce je pokażę. Dzisiaj na zachętę jedno zdjęcie szachownicy perskiej – jeszcze w pąkach.

Wszystkim odwiedzającym mój ogród składam najserdeczniejsze życzenia
zdrowych i spokojnych Świąt Wielkanocnych!

Wiosna na działce powoli się rozgościła. Z dnia na dzień można obserwować jak przetrwały rośliny – większość bardzo dobrze przezimowała. W zasadzie całkowitej straty jakiejś rośliny nie zauważyłam, jak to było w latach poprzednich. Myślę, że wcześnie spadający śnieg skutecznie okrył je pierzynką i dlatego mrozy nie były tak straszne. Oczywiście to co ponad śniegiem uległo uszkodzeniom, ale w tym roku nie powinnam narzekać, a w przyszłym pomyślę o jeszcze lepszym zabezpieczaniu.
Ten pomarańczowy jaskier jest optymistycznym wkładem Tadeusza w „kolorowanie działki”. Ma takie mnóstwo płatków i ten rzadki kolor – ach!

No i odbyło się skromne – opite kawą z mleczkiem – otwarcie sezonu działkowego. Dotarliśmy do działki nie bez trudności, ale w końcu zobaczyłam stan roślin po zimie.
Oficjalny komunikat brzmi: Nie jest źle! :)

Odmiana wyhodowana przez Davida Austina w 1983 roku, przez skrzyżowanie ‘Charles Austin’ x ‘Iceberg’, całkiem przypadkowo okazało się, że to rówieśniczka mojej córki.
O tej róży napisano już wiele, bo i jest wiele warta. Zakupiłam ją w 2008 roku na rynku od sprzedawczyni, która wcześniej sprzedawała mi inne rośliny, w tym także inną różę Golden Showers, o której innym razem. Przekonana do wartości polecających słów sprzedawczyni zakupiłam Grahama jako ładny krzak, w sporej donicy – jako różę typu krzaczastego.
Nie chciałabym pisać tego, co o Grahamie można przeczytać wszędzie. Postanowiłam napisać nieco od siebie, że tak powiem od serca, bo róża ta na to zasługuje.
Prezentacje swoich róż rozpocznę od róży – jednej z najwcześniej kupionych – natomiast, dopiero niedawno rozpoznanej. Jest to niewielka róża o nazwie Lorelei Castle.

Z okazji walentynkowego święta dostałam w prezencie kolejnego storczyka. Tym razem jest to Phalenopsis o kolorze błękitnym.
Najbardziej niebieskie z niebieskich – z tego co wiem – wśród storczyków są Vandy. Podejrzewam, że efekt kolorystyczny uzyskano sztucznie. Tak czy inaczej trudno się oprzeć – tym bardziej, że darczyńca zna moją słabość do koloru błękitnego. ;)

To zimowe zdjęcie mojej sosny czarnej. To kilkuletnie drzewko. Od dwóch lat na wiosnę uszczykuję przyrosty, żeby ograniczyć jej wzrost. Uszczykiwanie powoduje, że długość gałęzi między kolejnymi przyrostami rocznymi maleje. Żeby podkreślać jej kształt usunęłam igły wewnątrz drzewka – te najbliżej głównego pnia. Z tego powodu drzewko wygląda bardziej dorośle. Myślałam jeszcze o usunięciu paru większych gałązek, by nadać bardziej asymetryczny układ drzewka – coś w rodzaju bonsai – ale troszkę się boję to zrobić, więc przyglądam się na razie. Może z wiosną zdecyduję by to przeprowadzić. Oczywiście ona na bonsai jest za duża, bo te powinny nie przekraczać wysokości jednego metra, jednak lubię sosny i spróbuję ograniczyć jej wzrost na ile to możliwe.
Sosenka będzie tłem dla nowej części działki stylizowanej na ogród japoński, która mam nadzieję już niedługo powstanie.

Choć zima za oknem, szarawo i zimno, w domu kwitną obecnie trzy phalenopsisy. Wnoszą nieco egzotyki i koloru. Do pierwszego ujęcia pozowały specjalnie ustawione tak, by zdjęcie było „rodzinne”.
Zimowe kwitnienie nie jest może takie okazałe jak już bywało, ale i tak bardzo cieszy. Storczyki te kwitną regularnie, są w dobrej kondycji pewnie dzięki mikoryzie Mykoflor, którą zastosowałam.